Książki z końmi w tle – „We wspólnym rytmie” okiem koniarza

Deszczowe, zimne lato sprzyja czytaniu książek. Szukając czegoś lekkiego na pochmurne wieczory, moją uwagę zwróciła intensywnie promowana przez Empik książka o tytule „We wspólnym rytmie” napisana przez Jojo Moyes. Paradoksalnie przyciągnęła mnie do niej końska okładka, a zazwyczaj beletrystykę o koniach omijam szerokim łukiem. Bardzo trudno czerpać przyjemność z czytania historii, w których relacja koń-człowiek jest przerysowana, a opisywane sytuacje nie trzymają się kupy. Osobie znającej się na rzeczy bardzo przeszkadza to w odbiorze. Jednak po przeczytaniu opisu z tyłu książki, postanowiłam dać jej szansę.

 
Książki z końmi w tle - "We wspólnym rytmie"
 
 

Nie wiem właściwie czy to dzięki opisowi, z którego wynikało, że konie nie są tutaj na pierwszym planie, czy dlatego, że kojarzyłam autorkę książki, powieść dostała ode mnie pewien kredyt zaufania. Bądź co bądź Jojo Moyes to nie bez powodu ulubiona autorka polskich blogerów. Ponadto pomyślałam, że jeżeli macie podobne dylematy do mnie, być może zainteresuje Was opinia koniarza na temat tej książki.

Rzecz dzieje się w Londynie. Natasha, prawniczka, która nie może dojść do siebie po rozstaniu z mężem, próbuje znaleźć sens życia pnąc się po szczeblach kariery zawodowej. Gdzie indziej, w dużo uboższej dzielnicy Londynu, owdowiały staruszek szkoli swoją nastoletnią wnuczkę w klasycznej sztuce ujeżdżenia, wielce niezrozumianej i niedocenianej w rozpadającej się, obskurnej miejskiej stajni. W pewnym momencie drogi tych postaci przecinają się i zmieniają życie obu, czy tego chcą czy nie.

 
Elegancja francuskiego jeździectwa klasycznego

Od pierwszego momentu zafascynował mnie przewijający się wątek klasycznej szkoły jazdy, a dokładniej klasyki francuskiej. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ponieważ nie spodziewałam się, że powieść, która z założenia nie jest kierowana do koniarzy, może w takich detalach wgryzać się w historię oraz metody szkolenia koni. Dziadek Sarah, bohaterki książki, okazał się być w przeszłości znakomitym jeźdźcem Le Cadre Noir w Saumur. Tak się akurat złożyło, że osobiście jestem pasjonatką klasycznego jeździectwa, więc bardzo uważnie śledziłam stosowane techniki i głoszone przez Henriego (dziadka) teorie. Okazało się, że wiele z nich bardzo pokrywa się z rzeczywistymi. Z ogromnym zaskoczeniem przyjęłam fragment o budowaniu u konia równowagi w „stój” oraz ćwiczeniach z ziemi. Tego typu praca spotykana jest jedynie w klasyce francuskiej, a niewiele osób (koniarzy!) o tym wie. Co więcej koński główny bohater nosi imię jednego z najsławniejszych przedstawicieli klasyki francuskiej - Bauchera, a każdy rozdział rozpoczyna fragment z „Hippika, czyli jazda konna” Ksenofonta, ojca klasycznego jeździectwa. Duży ukłon dla autorki, która musiała poświęcić ogrom czasu na merytoryczne przygotowanie tej powieści. Z tego co później udało mi się dowiedzieć, Jojo Moyes, przed jej napisaniem, odwiedziła szkołę Le Cadre Noir i prawdopodobnie konsultowała niektóre części z jeźdźcami stamtąd. Należy jedynie przymknąć oko na tłumaczenie, które ze względu na drobne wpadki (jak np. cwał zamiast galopu na lonży) może nam lekko burzyć obraz profesjonalizmu.

Le Cadre Noir

Le Cadre Noir w Saumur

fot. wikipedia.pl oraz lacavalieremasquee.com 

Realne problemy koniarzy

Bardzo podobał mi się motyw treningów Sarah, dziadka i jej konia. Niezrozumiani, uwięzieni w niesprzyjającym otoczeniu, byli wierni swoim przekonaniom. Pragnęli kontynuować sztukę jeździecką w najczystszej formie z troską o konia, lecz bez uczłowieczania go, dokładnie tak jak współcześni klasycy. Drażniły mnie jedynie nierealnie wysokie umiejętności czternastoletniej dziewczynki, która jeżdżąc na jednym, niedoświadczonym tak samo jak ona, koniu, osiągnęła poziom haute ecole. Nie sądzę aby wyszkolenie takiej pary do tego stopnia było możliwe, aczkolwiek chyba żadna legenda Cadre Noir nie szkoliła swojej wnuczki z zapałem jak Henri, dlatego nie można tego stwierdzić na pewno.

W książce odnajdziemy wiele sytuacji, z którymi zmaga się każda osoba mająca do czynienia z końmi. Od codziennej batalii, w której człowiek robi wszystko, aby wygospodarować konieczny czas dla konia, po ludzi, których Sarah spotykała na swojej drodze. Można by powiedzieć, że trafił się tam cały przekrój „koniarzy” - od prostych, dobrych i pomocnych dusz, przez autorytatywne postacie, które szufladkują ludzi niezależnie od tego ile umieją, po zwykłych okrutników, dla których liczą się tylko pieniądze. Jestem przekonana, że czytając tą książkę każdy koniarz odnajdzie fragment lub zdarzenie, z którym będzie mógł się utożsamić. Jak się okazuje, umiejscowienie i tło powieści budowane były w oparciu o prywatne doświadczenia autorki. W „podziękowaniach” dołączonych do książki zdradza, że sama spędziła dzieciństwo w miejskich stajniach na obrzeżach Londynu, aby później zamieszkać na zielonej farmie.

 
Hollywoodzkie zakończenie

Niestety pomimo dobrego osadzenia powieści w historii i faktach, jest tam wiele momentów, które krótko mówiąc, są wielce nieprawdopodobne. Druga połowa książki jest jak hollywoodzki film akcji i chyba tak też należy traktować opisane tam sceny. Trzyma w napięciu, lecz na brawurę i wyczyny bohaterów musimy patrzeć z przymrużeniem oka. Po rozsądnym początku nieco rozczarował mnie przerysowany koniec (chodzi mi głównie szczególnie o momenty z udziałem koni), ale na szczęście nie przekroczył pewnej bariery kiczu. W końcu lubimy hollywoodzkie filmy, prawda? A nie jest to przecież książka historyczna. Można się jednak kłócić (UWAGA! Mały spoiler) czy kapriola wykonywana po raz pierwszy w życiu przez konia i nastoletniego jeźdźca w sytuacji zagrożenia klasyfikuje już książkę do działu science fiction, czy jeszcze nie :)

 

Książkę polecam wszystkim, którzy pragną poczuć klimaty tradycyjnej francuskiej szkoły jazdy, oraz tym, którzy lubią powieści o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, bo to one właśnie są na pierwszym planie historii. Mimo, że nie jest to powieść, która pozostaje w pamięci przez długie lata, będzie dobrym wyborem na chwilę relaksu w deszczowe dni, nawet dla doświadczonych koniarzy.

/ Martyna

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Okładki anglojęzycznych wydań książki. Jej oryginalny tytuł to "The horse dancer". 

 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *