Podsumowanie roku w Equiberry

Żegnamy rok 2017! Dla nas zawsze pozostanie on rokiem szczególnym, ponieważ właśnie wtedy Equiberry ujrzało światło dzienne :) Koniec roku jest zazwyczaj czasem podsumowań, więc jeśli macie ochotę posłuchać historii Equiberry - jak to się wszystko zaczęło i co udało nam się w tym czasie osiągnąć - zapraszamy do lektury! :)

 

Długie rozmyślania i planowanie miały swój finał na początku roku 2017. Co prawda logo marki powstało już wcześniej (wpis na blogu o tworzeniu brandingu jest do przeczytania TUTAJ), lecz poza nim mieliśmy „tylko” głowę pełną pomysłów i wiele zapału. To „tylko” i „aż”, ponieważ bez tych dwóch rzeczy stworzenie czegokolwiek nie byłoby możliwe, ale mimo wszystko była to jedynie kropla w morzu potrzeb takiego projektu. Tak więc z pustymi rękoma porwaliśmy się na niesłychane przedsięwzięcie. Nie chodziło nam o stworzenie firemki, która będzie powoli rozwijać się zaczynając od prostych, niewymagających produktów, tylko na wstępie założyliśmy, że chodzi nam o nową jakość, coś, czego jeszcze nie było. Chcieliśmy, aby nasi klienci od początku wiedzieli, że każdy nasz produkt jest wyjątkowy i że dbamy o jego kształt od postaw. Dlatego nigdy nie zdecydowaliśmy się na nadruki na rzeczach gotowych, nie wykonywaliśmy prostej sublimacji na kubkach o prostych ściankach, ani nie pobieraliśmy ogólnodostępnych materiałów i grafik. Kosztowało to wiele poświęcenia i zdecydowanie większych nakładów finansowych, ale przynajmniej teraz z dumą możemy przyznać, że wszystko co pojawia się w Equiberry jest w 100% nasze i jakością produktów nie odbiegamy nawet od dużych, znanych firm.

Zima 2017 była czasem wytężonej pracy. Projektowanie produktów (niezwykle przyjemna praca!) zakończyło się zderzeniem z rzeczywistością, czyli ich produkcją. Okazało się, że wiele naszych pomysłów jest bardzo kosztownych, lub wręcz nierealnych do wykonania. Ale to nic! Zupełnie nas to nie zraziło. Przy każdej odmownym odpowiedzi zaczęliśmy przekopywać internet wzdłuż i wszerz szukając rozwiązania. Czasem wiązało się to ze zmuszeniem naszych podwykonawców do przetestowania nowych, nieużywanych wcześniej technologii lub modyfikacji istniejących. Czasem, zanim uzyskaliśmy satysfakcjonujący nas efekt, trzeba było wykonać klika lub kilkanaście prób. Niestety nie udało nam się uniknąć również rozczarowań, kiedy to zamówiony i „przetestowany” wcześniej produkt lub jego składowa, przychodziły do nas niedorobione, lub w zupełnie innej formie. Na szczęście powoli udało nam się wypracować techniki, dzięki którym udaje nam się uniknąć „niedoróbek”. Takie niedorobione sztuki oczywiście nie trafiają do sprzedaży. Leżą grzecznie w magazynie i czekają na czas, kiedy będziemy mieć na nie jakiś pomysł.

Equiberry oficjalnie zarejestrowane zostało w 1 kwietnia 2017 r., lecz sklep on-line zaczął działać dopiero w połowie czerwca. Wcześniej, spontanicznie pojawiliśmy się na Hipodromie w Sopocie podczas zawodów CSIO****. Korzystając z uprzejmości Końskiej Cukierenki MSJ Treats, ustawiliśmy obok ich stoiska niewielki stolik, na którym prezentowane były nasze pierwsze produkty. Poza prototypem, nie mieliśmy jeszcze nawet kubków! :) Była to jednak dla nas historyczna chwila, ponieważ po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć na żywo jak na nasze produkty reagują odbiorcy. Dostaliśmy wówczas masę ciepłych słów, za co jesteśmy nadal bardzo wdzięczni.

Pod koniec lata dotarły do nas pierwsze kubki, które momentalnie podbiły serca śledzących nas wówczas na Facebooku osób. Szybko zdecydowaliśmy się na zamówienie drugiego i trzeciego wzoru. W międzyczasie pojawiliśmy się na Międzynarodowych Zawodach Bez Ogłowia we Wrocławiu. Tym razem nasze stoisko było już nieco większe, a od podchodzących do nas osób zdarzało nam się usłyszeć, że znają nas już z internetu. Wspaniała sprawa! Przed tym wydarzeniem przygotowaliśmy berikowe podkładki pod kubki, z których jedna (na cześć zawodów) prezentuje jazdę bez ogłowia:) Od tego momentu podkładki zagościły też na dobre w naszym sklepie on-line.

Trzecie, najważniejsze spotkanie z Wami miało miejsce niedawno, na poznańskiej Cavaliadzie. Sama obecność tam była dla nas ogromnym zaszczytem, ale też nie lada przedsięwzięciem logistyczno-organizacyjnym. Na szczęście wszystko poszło jak z płatka! Po raz pierwszy przeprowadziliśmy między innymi berikowy konkurs rysunkowy, czego wynikiem jest sterta uroczych jego podobizn. Co chwila witaliśmy na swoim stoisku gości, z których naprawdę wiele osób twierdziło, że śledzi nas w mediach społecznościowych już od dawna! :) Rok temu przy wymyślaniu pierwszych produktów nikt z nas nie sądził, że jeszcze w tym samym roku pojawimy się na największym wydarzeniu jeździeckim w Polsce.

prezent dla koniary, końskie prezenty

Grudzień zaskoczył nas ilością zamówień. Liczyliśmy na wzmożony ruch przed świętami, lecz nie spodziewaliśmy się sytuacji, w której prawie brakuje nam czasu na pakowanie paczek! Jest to największy dowód uznania od Was i z tego miejsca chcielibyśmy Wam niezmiernie podziękować za każde złożone, nawet najmniejsze, zamówienie. Możecie być pewni, że cieszy nas każdy kontakt z Wami, nie tylko w formie zamówień – przesłane zdjęcie, pytanie, komentarz, udostępnienie. Widząc, że interesuje Was to co robimy, mamy przeświadczenie, że warto dalej rozwijać nasz projekt. Dziękujemy <3 W grudniu pojawiliśmy się również po raz drugi na Hipodromie Sopocie podczas zawodów i towarzyszącego im jeździeckiego jarmarku świątecznego. Jest to pierwsza edycja tego wydarzenia, która mamy nadzieję, że z roku na rok będzie się rozwijać :)

Torba z koniem, prezent dla koniarza

pościel w konie, bed linen with horse

Rok ten obfitował również w różnego rodzaju sesje zdjęciowe, poczynając od lata po późną wiosnę. Nasi modele – zarówno ci ludzcy jak i końscy, spisali się na medal!

Rok 2017 w liczbach: 

  • 6,5 miesiąca działalności internetowej
  • 13 produktów
  • 3805 obserwatorów na Facebooku
  • 770 obserwatorów na Instagramie
  • 4 wyjazdy na wydarzenia
  • 8 wpisów na blogu (łącznie z tym:))

 

Mimo, że to dopiero początek początków jeśli chodzi o rozwój firmy, jesteśmy bardzo dumni z tego, co udało się nam do tej pory osiągnąć (oczywiście z Waszą pomocą! :).

Nie pozostaje nam nic innego jak życzyć wszystkim wspaniałego roku 2018 i obiecać, że będziemy nadal pracować na pełnych obrotach i sprawiać, aby oferta stylowych końskich upominków z Polski stawała coraz bogatsza :) Do zobaczenia w Nowym Roku!

Świąteczne dekoracje stajni – inspiracje

Coraz więcej osób w okresie przedświątecznym zdobi nie tylko swoje domy, ale również stajnie lub boksy ukochanych koni:) Oczywiście dla zwierzaków wygląd ich miejsca zamieszkania nie ma żadnego znaczenia, ale nam, ludziom, zdecydowanie milej wykonuje się stajenne obowiązki w świątecznej atmosferze! Dlatego chcielibyśmy zainspirować Was do dekorowania swoich przestrzeni stajennych pokazując kilka pięknych stylizacji świątecznych, które przypadły nam do gustu :)

Zdecydowanym hitem są zielone wianki wykonane z gałązek drzew iglastych np. świerku czy jodły. Naturalne dekoracje są zawsze w cenie, tym bardziej w klimatach stajennych, gdzie z założenia jesteśmy blisko natury. Pięknie wyglądają również z dodatkiem szyszek, suszonych pomarańczy i czerwoną kokardką. Uważajmy jednak, aby nie stosować roślin i dekoracji, które mogą być trujące dla koni. Nawet jeśli powiesimy wianek z dala od zasięgu konia, to nigdy nie wiadomo czy ktoś go nie przewiesi, nie spadnie, lub nie wydarzy się coś, dzięki czemu koń będzie mógł go podjeść (a jeśli nadarzy się okazja, zrobi to na pewno ;)). Jeśli ktoś ma czas i zdolności artystyczne, można też wykonać wianek, który z założenia ma być później zjedzony np. z marchewek, lub z dodatkiem jabłek. Spójrzcie jaki piękny!

Można również pomyśleć o oświetleniu wewnątrz, lub na zewnątrz stajni, które wieczorami zapewni świąteczną atmosferę jak nic innego! Najlepiej sprawdzają się lampki, które świecą ciepłym, żółtym światłem.  Tutaj również należy pamiętać, aby powiesić światełka odpowiednio wysoko, aby konie nie były w stanie ich dosięgnąć - najlepiej na korytarzu stajennym. 

Pastelowe dekoracje świąteczne to nietypowe rozwiązanie do stajni, ale... robią wrażenie! Przymknijmy oko na to, że sama stajnia jest bielutka, co ma duży wpływ na efekt ;) 

fot. powyżej: Zdjęcia pochodzą ze strony www.florabellacollection.com.

Nie może zabraknąć też kilku obrazków "na bogato". Aż ciężko sobie wyobrazić jak takie stajnie funkcjonują na co dzień, kiedy trzeba wynieść obornik, dołożyć siana i zrobić szereg przyziemnych rzeczy. Ale na pewno cieszą oko! 

 

W dekorowaniu stajni nie tylko istotny jest wygląd samej dekoracji. Jest to również czynność, która świetnie może zintegrować wszystkich jej stałych bywalców. Wspólne wieszanie światełek, a potem wigilia stajenna to idealne okazje, żeby pobyć w stajni nie tylko w końmi, lecz poznając bliżej ludzi, których w ciągu roku tylko mijamy w biegu.

fot. powyżej: Przykład z naszego polskiego podwórka - stylowo przystrojona stajnia Chobienice. 

Na koniec spójrzmy jak robią to inni... :)

Wszystkie pokazane tutaj zdjęcia są zostały zapożyczone z serwisu Pinterest i nie należą do nas. 

prezent dla koniary, końskie prezenty

Jak wybrać prezent dla koniarza? – Mini Poradnik

Wybór prezentu dla osoby posiadającej jakąś pasję, wielu osobom może wydawać się banalnie prosty – wystarczy przecież kupić przedmiot związany z jej zainteresowaniami! Lecz dopiero gdy stajemy przed realnym wyborem takiego upominku, uświadamiamy sobie, że czeka nas nie lada wyzwanie. Oferta sklepów jest bogata, a my, często nie znając się na temacie, musimy wybrać coś, co ma szansę ucieszyć obdarowywaną przez nas osobę.

Chcąc pomóc Wam zmierzyć się wyborem prezentu świątecznego (i nie tylko!) dla koniarza, przygotowaliśmy dla Was mini poradnik co warto kupić, a czego raczej radzilibyśmy unikać :)

 

prezent dla koniary, końskie prezenty

Od czego zacząć?

Wybierając prezent dla miłośnika koni, podstawową zasadą jest ustalenie na jakim etapie jest jego pasja. Co innego ucieszy kogoś, kto kocha konie oglądając je wyłącznie w internecie i głaszcząc podczas sporadycznych wizyt na wsi, a co innego osobę, które posiada wierzchowca na własność i poświęca mu codziennie sporą część swojego życia. Różne prezenty wybierzemy również dla dziecka, nastolatki i osoby dorosłej. Mogłoby się to wydawać na pozór oczywiste, lecz kiedy stajemy przed przeładowanymi półkami pełnymi akcesoriów jeździeckich, nie zawsze wiemy do jakiej grupy wiekowej dane rzeczy są skierowane i na co powinniśmy zwrócić uwagę. Ustalenie tych dwóch parametrów (etap pasji oraz wiek) pozwoli nam skutecznie zawęzić obszar naszych poszukiwań. Jeżeli jednak nie mamy takich informacji, powinniśmy rozejrzeć się za czymś „bezpiecznym”, w czym również Wam pomożemy :)

 

"Szukam prezentu dla właściciela konia"

Chociaż zapewne do tej pory w Twojej głowie istniała wizja prezentu osobistego, to jeśli jego odbiorcą ma być właściciel konia, możesz o tym zapomnieć – o wiele większą radość sprawisz mu obdarowując jego wierzchowca. Posiadacze koni są w tym przypadku do bólu nudni i przewidywalni, niezależnie od wieku ;) Co więcej, stereotyp, że ich konie posiadają więcej kosmetyków niż oni sami, jest najczęściej prawdą (i nie kupuj im z tego powodu zestawu prezentowego z Sephory, bo o wiele bardziej ucieszą się z dziesiątej odżywki do ogona!).

Prawdziwą obsesją większości posiadaczy koni są czapraki. Panuje tutaj zasada, że im więcej tym lepiej. Różne kolory, kroje, motywy - czaprakowa rewia mody nigdy nie ma końca. Wybór czapraka na prezent, szczególnie, gdy sami nie jesteśmy związani z końmi, będzie zatem strzałem w dziesiątkę i pozytywnym zaskoczeniem dla obdarowywanej przez nas osoby. Musimy jednak zadbać o parę szczegółów. Niestety, mamy tutaj duże pole do popisu, więc ryzyko, że wybierzemy nie to co trzeba, również istnieje. Czapraki szyte są zazwyczaj w trzech różnych krojach, zależnie od uprawianej przez konia i jeźdźca dyscypliny oraz siodła jakiego używają. Tak więc musimy wybrać pomiędzy czaprakiem skokowym (SR lub VSS), wszechstronnym (VSS), a ujeżdżeniowym (DL lub VSD). Jeżeli mamy taką możliwość, warto zasięgnąć informacji o siodle, ponieważ np. czaprak wszechstronny, mimo że z nazwy wydaje się być ogólnoużytkowy, bardzo źle wygląda pod siodłem ujeżdżeniowym. Kolejną zagwozdką przy wyborze czapraka będzie jego wzór i kolor. Niestety nie ma tutaj jednej zasady - każdy kieruje się własnym gustem. Dla osoby starszej bezpieczną opcją będzie na pewno zakup czegoś jednobarwnego w klasycznym kolorze, wykończonego jedynie elegancką lamówką lub logo. Nie jest to jednak regułą. Co więcej, jeśli chodzi o własnego konia, niektóre osoby mogą nas niebywale zaskoczyć. Nieraz można zauważyć „poważnych dorosłych” lub zbuntowane nastolatki ubrane od stóp do głów na czarno, prowadzące konia przystrojonego w róże i fiolety. Kupując czaprak musimy liczyć się z kosztem ok. 100-250 zł.

Zdjęcie pochodzi z forum pferde.de i należy do "Blaze of Glory"

 

Jeżeli szukamy tańszego i mniej kłopotliwego prezentu, właściciel konia na pewno ucieszy się z kosmetyków dla koni, lub końskich smakołyków. Wadą takiego prezentu jest to, że obie te rzeczy są bardzo praktyczne i szybko znikają, więc prawdopodobnie nasz prezent nie pozostanie tej osobie za długo w pamięci... no chyba, że znajdziemy w tej dziedzinie coś nietuzinkowego, jak np. torcik dla konia ze spersonalizowanym napisem. Mimo, że może to brzmieć dla niektórych abstrakcyjnie (jak to torcik dla konia...?), takie rzeczy naprawdę istnieją, wystarczy dobrze się rozejrzeć! :)

Książka/poradnik jeździecki to cudowny prezent dla właściciela konia, jeżeli wybiera go osoba znająca się na rzeczy. W przeciwnym razie odradzamy taką opcję – istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że strzelimy kulą w płot. Książki dla jeźdźców pisane są nie tylko na różnych poziomach, ale też opisują rozmaite metody i szkoły pracy z końmi. Możemy trafić na rzecz nie tylko nieprzydatną, ale czasem nawet niezgodną z przekonaniami obdarowywanego przez nas jeźdźca. Co więcej biblioteczka koniarzy ze sporym stażem zazwyczaj pęka w szwach i nawet jeśli książka będzie wydawać się odpowiednia, to jest duża szansa, że ta osoba już ją po prostu ma – w końcu nie ma ich w sklepach aż tak wiele!

Rzeczy, które zdecydowanie odradzamy jako prezent dla posiadacza konia to: wszelkie albumy ze zdjęciami koni (konie widują na co dzień, a pięknymi zdjęciami zasypywani są w internecie), specjalistyczny sprzęt dla konia (właściciel powinien dokładnie sam zadecydować co jest mu potrzebne), proste gadżety opatrzone zdjęciami koni (to opcja dla osób w młodym wieku - osoby „starsze” mają ich zazwyczaj dość).

 

"Szukam prezentu dla osoby, która jeździ konno, lecz nie ma własnego konia"

Osobom, które jeżdżą konno w szkółkach jeździeckich, teoretycznie sprawić prezent jest nieco łatwiej. Mamy dużo mniejsze pole do popisu, ale też stąpamy po bezpieczniejszym gruncie. Możemy np. postawić na akcesoria do jazdy konnej jak porządne rękawiczki jeździeckie (nawet jeżeli ta osoba już je posiada, druga para nigdy nie będzie zbędna), lub pójść w stronę prezentów bardziej uniwersalnych. Tutaj książki jeździeckie nie są złym pomysłem. Musimy jedynie upewnić się, że kupujemy książkę-poradnik o podstawowych zasadach jazdy konnej, czytaniu „języka koni”, lub innym pokrewnym temacie, a nie np. naturalnej medycynie dla koni, lub o werkowaniu kopyt – na tym etapie będzie to dla nich mało przydatna wiedza.

Dla osób w młodym wieku, które mają swojego ukochanego konia, hitem będzie kupno kantara lub/i zestawu szczotek ze skrzynką. Jest to ekstrawagancja, na którą im samym ciężko się zdecydować (pomimo, że nie są to drogie rzeczy), ale jeśli dostaną je jako prezent, na pewno będzie to miła niespodzianka. To jakby krok w stronę posiadania własnego wierzchowca. Uważajcie tylko, żeby ten prezent nie został potraktowany jako zapowiedź czegoś większego... bo wtedy rozczarowanie gwarantowane.

Można również pomyśleć o wykupieniu jazd konnych, lub indywidualnych treningów w ośrodku jeździeckim, do którego ta osoba uczęszcza. Większość stajni oferuje sprzedaż karnetów w atrakcyjnych cenach. Niestety nie będzie to tani upominek, bo jazda konna nie należy do sportów niskobudżetowych. Musimy przygotować się na koszt 200-500 zł. Nie ma sensu wykupywać na prezent tylko jednej jazdy, więc jeśli chcemy kupić coś tańszego, powinniśmy poszukać pomysłów gdzie indziej.

 

"Szukam prezentu dla osoby, która nie jeździ konno, ale kocha konie"

Tutaj pomysł nasuwa się sam: czas zachęcić tą osobę, żeby zaczęła czynnie realizować swoją pasję! Tak, ale... musimy być w tym przypadku bardzo ostrożni. Przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego ta osoba nie jeździ. Czy chodzi o brak motywacji, czasu, funduszy, strach, czy może o problemy zdrowotne? W trzech pierwszych przypadkach wykupienie karnetu będzie strzałem w dziesiątkę, lecz dwa pozostałe należy dobrze rozważyć. Często zdarza się, że ktoś po upadku z konia, po prostu boi się dalej jeździć. Chociaż lekiem na ten strach jest kontynuowanie jazdy, to musimy sprawdzić, czy ta osoba nadal ma takie chęci i czy karnet nie przeleży na półce kolejnych lat. Tutaj wykupienie tylko jednej jazdy jest jak najbardziej uzasadnione (50-70 zł). A może akurat taki prezent będzie dobrą motywacją do przełamania strachu? Nie ma chyba potrzeby wspominać, że przy problemach zdrowotnych sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i możemy naszą niespodzianką sprawić więcej smutku niż radości. Uważajmy zatem! To samo tyczy się poradników jazdy konnej – super prezent, o ile wiemy, że ta osoba jest w stanie jeździć. Czasem przeszkodą może być nie tylko zdrowie, a problemy finansowe, czego nie powinniśmy bagatelizować.

Dla biernych miłośników koni świetnym wyborem będą również wszelkie gadżety z końmi... o czym szerzej w kolejnym akapicie :)

"Końskie gadżety i upominki! "

Na zdjęciu widnieje poduszka "Geometric" firmy Equiberry, kolor ciemnoszary.

Kto nie kocha otaczać się przedmiotami związanymi ze swoją pasją? Wśród koniarzy chyba nie ma ani jednej osoby, która nie posiadałaby takiego gadżetu! :)

Co więcej są to przedmioty najbezpieczniejsze jeśli chodzi o funkcję prezentową, a na dodatek świetnie sprawdzą się u osób w każdym wieku i na każdym etapie jeździectwa. Jedyne na co musimy zwrócić uwagę, to ich funkcjonalność, jakość i styl.

Jeżeli szukamy upominku dla dziecka lub nastolatki, nie powinniśmy mieć najmniejszego problemu. Wraz ze wzrostem popularności sportu jeździeckiego, jesteśmy wręcz zalewani zeszytami, pamiętnikami, torbami i innymi drobiazgami z wizerunkiem konia.

Nieco trudniej jest wybrać coś dla osób bardziej wymagających, dla których zdjęcie konia na torbie z importu nie wystarczy. Powinniśmy zwrócić uwagę nie tylko na sam obrazek konia, ale też na styl i jakość przedmiotu. Szczególnie gdy decydujemy się na kupno elementu dekoracyjnego do domu, upewnijmy się, że będzie on do niego pasował! Najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie upominku, który spodobałby się danej osobie nawet gdyby nie było na nim konia, a wizerunek związany z jej pasją będzie tylko wartością dodaną.

Wydaje się się to być dość trudnym zadaniem, ale naprzeciw wychodzi nam coraz więcej polskich, młodych marek, które produkują naprawdę ciekawe rzeczy!

Jedną z nich jesteśmy my, Equiberry, kierujący swoją ofertę do kobiet, które uwielbiają stylowe przedmioty z klasą nawiązujące do ich pasji. Naszymi klientkami są zazwyczaj panie 20+, ale coraz częściej nasze produkty znajdują uznanie pośród ceniących jakość i design nastolatek.

Mamy nadzieję, że udało nam się chociaż w maleńkim stopniu pomóc w wyborze prezentu dla koniarza! Jeżeli macie uwagi lub inne spostrzeżenia a propos idealnych prezentów, będziemy wdzięczni za podzielenie się nimi w komentarzach :)

jesień konie

Jeźdźcy kochają jesień. Oto dlaczego! :)

Niektórzy powiadają, że jesień to jedna z najbardziej przygnębiających pór roku. Jednak dla jeźdźców wcale nie musi ona taka być. Owszem – konie zarastają jak mamuty i często trzeba je skrobać z błota. Nie sposób jednak nie zauważyć pozytywnych stron tej pory roku. Jeżeli mimo wszystko Ty masz z tym kłopoty, chętnie podpowiemy Ci, w których miejscach szukać radości w okresie deszczu i szarugi :)

 

8 powodów, dla których warto cieszyć się z jesieni:
 
 
1. Rutyna i powtarzalność

Mimo, że tytuł nie wydaje się brzmieć zbytnio atrakcyjnie, tak naprawdę jest to klucz do sukcesu w pracy z końmi.
Jesień, w odróżnieniu od lata, zamyka nas w pewnych ramach czasowych, co sprawia, że pojawiamy się w stajni w regularnych porach i sumienniej wykonujemy swoje obowiązki. Powszechnie wiadomo, że zbyt wiele wolnego czasu wcale nie wpływa dobrze na nasze funkcjonowanie. Gdy czasu robi się mniej, nagle wszystko staje się bardziej uporządkowane, koń pracuje bardziej systematycznie, wszystko zaczyna się układać.

Może nie wszyscy ludzie lubią rutynę (chociaż część potrafi znaleźć w niej przyjemność!), ale na pewno konie nie mają nic przeciwko powtarzalności dnia, a na te nadpobudliwe działa to wręcz zbawiennie! Jeżeli podczas naszych wakacji koń nawciągał się trawy i wyhodował pękaty brzuszek, to właśnie teraz jest to czas, aby to naprawić :)

 

2. Brak owadów

Nic dodać, nic ująć. Znikają kleszcze, gzy, muchy, meszki, komary i wszystkie inne latające lub pełzające świństwa. Dla stajni położonych blisko jeziora i lasów – ulga nie do opisania.

 

3. Idealna temperatura

To prawda, że lato w Polsce nas nie rozpieszcza i rzadko kiedy panują tu tropikalne upały. Teoretycznie pogoda latem świetnie nadaje się do jazdy, jednak mimo wszystko jesienna aura bije ją na głowę. Lekki chłodek sprzyja intensywnej pracy i sprawia, że i jeździec i koń nie męczą się zbyt szybko. Podczas jazdy często rozbieramy się do krótkiego rękawka, a po treningu paradujemy w grubo podszytej kurtce. Jest to też pole do popisu dla tzw. szmatoholików... ale o tym w kolejnym punkcie :)

 

 

4. Szmatoholizm!

Może jest to nieco próżna strona jeździectwa, ale zapewne większość z Was zna to uczucie radości, kiedy kupimy nową derkę, kurtkę, czy rękawiczki ;) Jesień i zima sprzyja jeździeckiej rewii mody. Zakładamy na siebie i konia coraz to więcej rzeczy i lubimy, kiedy cieszą oko. W modzie są nawet kolorowe kalosze, które pomagają nam zmierzyć się ze wszechobecnym błotem :)

 

5. Czas spotkań towarzyskich

Kiedy wszyscy wrócili już z wakacyjnych wojaży, mamy w stajni pełną obsadę. Dokładnie wiemy, o której godzinie musimy przyjechać, aby spotkać się z tą i tą osobą. Łatwiej jest nam też planować dzieloną opiekę nad końmi, prosić o przysługi, lub organizować wspólne wyjazdy w teren.

 

6. Hubertusy – święto jeźdźców

To właśnie jesienią jeźdźcy mają swoje święto! Nie wszyscy muszą być fanami szaleńczych gonitw za lisem, lecz na pewno każdy przyzna, że organizacja wydarzenia integrującego jeździecką społeczność to świetny pomysł. Obecnie Hubertusy świętuje się na wiele różnych sposobów. A może warto wymyślić coś własnego? My w każdym razie wiemy, że konie, dobre jedzenie i dużo uśmiechu to idealny przepis na radosną, jesienną zabawę.

 

7. Oszołamiające kolory i piękne zdjęcia

Również fotografowie nie pogardzą jesienną aurą. Nie wszyscy wiedzą, że intensywna letnia zieleń nie zawsze tworzy odpowiednie tło do zdjęć i często zdarza się tak, że przyćmiewa fotografowany obiekt. Ten problem znika zupełnie jesienią. Jesienne tło, pięknie kolorowe, lub nawet szare i smutne, powoduje, że nasze zdjęcia otrzymują niepowtarzalny klimat. Szaruga i mgła czasem dodają zdjęciu więcej klasy, niż zazielenione drzewa. Jest to również okres, w którym słońce jest coraz niżej, co jest bardzo ważne, jeśli chcemy uzyskać ładne światło na fotografiach. Jeżeli planujecie sesję zdjęciową ze swoim koniem, nie przegapcie tego okresu :)

 

 

8. Czas na szkolenia

Najwięcej szkoleń jeździeckich odbywa się właśnie jesienią. Warto zainteresować się jacy trenerzy przyjeżdżają w tym roku do Polski, lub jakie wydarzenia odbywają się w Twoich okolicach. Udział w szkoleniu nie tylko daje nam wiedzę, ale pozwala też poznać wspaniałych ludzi oraz uzyskać inspirację do dalszej pracy, co czasem jest nawet ważniejsze niż same wykłady!

 

 

Oczywiście jesienią nie unikniemy dni szarych, zimnych i deszczowych, w których nie mamy na nic ochoty. To nic złego – one też są potrzebne. Jeżeli pogoda uniemożliwi nam pracę z koniem, nie denerwujmy się i nie rozpaczajmy, że nasz harmonogram został zburzony. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. Można jednak wykorzystać ten czas na czynności, na które wcześniej szkoda nam było czasu, takie jak chociażby pastowanie siodła. Jeżeli Twój koń ma zapewniony ruch na padoku, to dzień czy dwa (a nawet i tydzień!) przerwy w treningu nie sprawi mu żadnej różnicy. Czasem nawet najtwardsi i najbardziej zmotywowani koniarze potrzebują dnia relaksu z herbatką pod ciepłym kocykiem :)

 
Kochani, czas więc wyjść z domu i pomyśleć „jak cudownie, że mamy jesień!” :)
 

Equiberry blog

10 końskich profili na Instagramie, które warto obserwować

Instagram to obecnie jeden z najprężniejszych mediów społecznościowych. Nie brakuje tam również profili koniarzy, którzy chętnie dzielą się swoimi zdjęciami. Które warto obserwować? Na pewno każdemu podoba się co innego, ale dzisiaj chcielibyśmy przedstawić Wam 10 ciekawych (z naszego punktu widzenia) propozycji.

 

1. talisamy

Profil idealny dla miłośników klimatycznych fotografii oraz pracy z końmi z ziemi. Należy do Nicole - młodej Niemki, która w pięknej oprawie pokazuje swoją codzienną pracę z końmi przeplatając ją zdjęciami z najwyższej półki. Głównymi bohaterami zdjęć jest klacz fryzyjska, dwuletni mini-szetland oraz czarny labrador. Ze zdjęć bije spokój i sielanka – naprawdę warto rzucić okiem :) Szkoda tylko, że większość opisów jest po niemiecku!

 

 

 

 

 

 

 

 

2. clipclopchloe

Tym, którzy nie są w stanie znieść zbyt wielkiej ilości słodyczy, zdecydowanie odradzamy ten profil :) Tutaj królują kucyki, a przede wszystkim jeden niezwykle uroczy młody mini szetland oraz jego kumpel szczeniak.

Możecie być zaskoczeni, ale profil należy do końskiej fundacji, a wspomniany kucyk jest ich maskotką. Czy to dobry pomysł na zbiórkę pieniędzy? Tego się nie dowiemy, ale na pewno 11 tys. obserwatorów na Instagramie robi wrażenie.

3. manolomendezdressage

Tutaj obejrzycie zdjęcia, opisy, oraz porady odnośnie treningu koni. Jest to profil sławnego australijskiego trenera, Manolo Mendeza, który trenuje konie z wielkim profesjonalizmem i miłością. Jego łagodne metody oraz efekty jakie daje ten trening, są już znane i cenione na całym świecie. Instagram prowadzony jest regularnie, więc możecie liczyć na duża dawkę wiedzy i pięknych zdjęć z jazdy i pracy z ziemi. Polecamy!

4. foscofotografie

Chociaż można by z marszu wyrecytować nazwy profili świetnych fotografów koni (tyle ich jest!), to postanowiliśmy podsunąć Wam jeden nieco mniej znany, należący do pewnej Holenderki. Nazywa się Lotte van Anderen i fotografuje głównie relacje zwierzę-człowiek, które w jej obiektywie stają się magiczne! W swoim portfolio ma również wiele zdjęć psów, więc jak ktoś kocha psy i konie, na pewno powinien złożyć jej odwiedziny :)

5. jolandaadelaar

Profil należy do włoskiej zawodniczki ujeżdżenia, która posiada dwa bardzo nietypowe konie: jednym jest dobrze zbudowany, wyjątkowo umaszczony ogier, a drugim... koń fiordzki! Oba przygotowane są do wysokich klas ujeżdżenia, więc piaffy w wykonaniu fiorda nie są niczym niezwykłym wśród jej zdjęć. Dziewczyna bardzo mocno zaznacza również, że jest weganką. Znajdziecie tam więc nie tylko fotki koni, ale również zdjęcia posiłków i produktów wegańskich, które poleca. Profil niestety prowadzony jest po holendersku.

6. mxs.perfections

Kto powiedział, że osły nadają się jedynie do wożenia leniwych turystów? Jak się okazuje, przy odrobinie treningu mogą stać się świetnymi wierzchowcami i nawet nie najgorzej skakać przez przeszkody! :) W dodatku prześlicznie im w derce, owijkach i naczółkach z kryształkami. Jeśli chcecie zobaczyć jednego z puchatych osiołków w takim właśnie wydaniu, koniecznie musicie odwiedzić profil mxs.perfections.

7. problindhorse

Mało znany profil, ale wydaje nam się, że wart uwagi. Prowadzi go trenerka z Niemiec, która specjalizuje się w... przywracaniu do normalnego funkcjonowania koni, które straciły wzrok. I chociaż jakość zdjęć nie zachwyca, a opisy są krótkie i po niemiecku, to odwiedzając to konto na pewno wyjdziemy zbudowani :) Polecamy też ich facebookową stronę, która jest nieco częściej aktualizowana niż Instagram.

8. dancinghorses_

To profil, na którym naprawdę możemy obejrzeć tańczące konie! Trochę klimatów hiszpańskich, trochę ujeżdżenia, trochę pracy na wolności... a to wszystko w wykonaniu młodej Niemki i jej imponujących koni. Nie można przejść obok tego profilu obojętnie, dlatego zgromadził już on ponad 216 tys. obserwatorów! Jego bohaterów zobaczymy też na wielu niemieckich wydarzeniach jeździeckich, takich jak Equitana.

9. wildspots

Chociaż końskie profile nastolatek bywają ciężkostrawne, ten można oglądać z czystą przyjemnością. Jego bohaterami są szesnastoletnia Celina i jej nakrapiany konik Spot. Widać, że praca razem sprawia im przyjemność, co zostało uwiecznione na przepięknych zdjęciach. Radośnie, pozytywnie, bezstresowo – aż miło się patrzy :)

10. equiberry.pl

Ten wpis nie może zakończyć się bez polecenia Instagrama Equiberry, który wg nas oczywiście jest niemniej wart uwagi niż profile wymienione powyżej! :) Nie traktujemy go stricte reklamowo – staramy się publikować tam różnorakie, piękne zdjęcia naszego autorstwa. Znajdziecie tam mieszankę naszych produktów, obrazków z życia firmy, oraz oczywiście koni i wszystkiego co z nimi związane. Chcemy, aby na tym profilu promowany był jeździecki lifestyle, również ten po zamknięciu drzwi do stajni :) Zapraszamy!

Książki z końmi w tle - "We wspólnym rytmie"

Książki z końmi w tle – „We wspólnym rytmie” okiem koniarza

Deszczowe, zimne lato sprzyja czytaniu książek. Szukając czegoś lekkiego na pochmurne wieczory, moją uwagę zwróciła intensywnie promowana przez Empik książka o tytule „We wspólnym rytmie” napisana przez Jojo Moyes. Paradoksalnie przyciągnęła mnie do niej końska okładka, a zazwyczaj beletrystykę o koniach omijam szerokim łukiem. Bardzo trudno czerpać przyjemność z czytania historii, w których relacja koń-człowiek jest przerysowana, a opisywane sytuacje nie trzymają się kupy. Osobie znającej się na rzeczy bardzo przeszkadza to w odbiorze. Jednak po przeczytaniu opisu z tyłu książki, postanowiłam dać jej szansę.

 
Książki z końmi w tle - "We wspólnym rytmie"
 
 

Nie wiem właściwie czy to dzięki opisowi, z którego wynikało, że konie nie są tutaj na pierwszym planie, czy dlatego, że kojarzyłam autorkę książki, powieść dostała ode mnie pewien kredyt zaufania. Bądź co bądź Jojo Moyes to nie bez powodu ulubiona autorka polskich blogerów. Ponadto pomyślałam, że jeżeli macie podobne dylematy do mnie, być może zainteresuje Was opinia koniarza na temat tej książki.

Rzecz dzieje się w Londynie. Natasha, prawniczka, która nie może dojść do siebie po rozstaniu z mężem, próbuje znaleźć sens życia pnąc się po szczeblach kariery zawodowej. Gdzie indziej, w dużo uboższej dzielnicy Londynu, owdowiały staruszek szkoli swoją nastoletnią wnuczkę w klasycznej sztuce ujeżdżenia, wielce niezrozumianej i niedocenianej w rozpadającej się, obskurnej miejskiej stajni. W pewnym momencie drogi tych postaci przecinają się i zmieniają życie obu, czy tego chcą czy nie.

 
Elegancja francuskiego jeździectwa klasycznego

Od pierwszego momentu zafascynował mnie przewijający się wątek klasycznej szkoły jazdy, a dokładniej klasyki francuskiej. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ponieważ nie spodziewałam się, że powieść, która z założenia nie jest kierowana do koniarzy, może w takich detalach wgryzać się w historię oraz metody szkolenia koni. Dziadek Sarah, bohaterki książki, okazał się być w przeszłości znakomitym jeźdźcem Le Cadre Noir w Saumur. Tak się akurat złożyło, że osobiście jestem pasjonatką klasycznego jeździectwa, więc bardzo uważnie śledziłam stosowane techniki i głoszone przez Henriego (dziadka) teorie. Okazało się, że wiele z nich bardzo pokrywa się z rzeczywistymi. Z ogromnym zaskoczeniem przyjęłam fragment o budowaniu u konia równowagi w „stój” oraz ćwiczeniach z ziemi. Tego typu praca spotykana jest jedynie w klasyce francuskiej, a niewiele osób (koniarzy!) o tym wie. Co więcej koński główny bohater nosi imię jednego z najsławniejszych przedstawicieli klasyki francuskiej - Bauchera, a każdy rozdział rozpoczyna fragment z „Hippika, czyli jazda konna” Ksenofonta, ojca klasycznego jeździectwa. Duży ukłon dla autorki, która musiała poświęcić ogrom czasu na merytoryczne przygotowanie tej powieści. Z tego co później udało mi się dowiedzieć, Jojo Moyes, przed jej napisaniem, odwiedziła szkołę Le Cadre Noir i prawdopodobnie konsultowała niektóre części z jeźdźcami stamtąd. Należy jedynie przymknąć oko na tłumaczenie, które ze względu na drobne wpadki (jak np. cwał zamiast galopu na lonży) może nam lekko burzyć obraz profesjonalizmu.

Le Cadre Noir

Le Cadre Noir w Saumur

fot. wikipedia.pl oraz lacavalieremasquee.com 

Realne problemy koniarzy

Bardzo podobał mi się motyw treningów Sarah, dziadka i jej konia. Niezrozumiani, uwięzieni w niesprzyjającym otoczeniu, byli wierni swoim przekonaniom. Pragnęli kontynuować sztukę jeździecką w najczystszej formie z troską o konia, lecz bez uczłowieczania go, dokładnie tak jak współcześni klasycy. Drażniły mnie jedynie nierealnie wysokie umiejętności czternastoletniej dziewczynki, która jeżdżąc na jednym, niedoświadczonym tak samo jak ona, koniu, osiągnęła poziom haute ecole. Nie sądzę aby wyszkolenie takiej pary do tego stopnia było możliwe, aczkolwiek chyba żadna legenda Cadre Noir nie szkoliła swojej wnuczki z zapałem jak Henri, dlatego nie można tego stwierdzić na pewno.

W książce odnajdziemy wiele sytuacji, z którymi zmaga się każda osoba mająca do czynienia z końmi. Od codziennej batalii, w której człowiek robi wszystko, aby wygospodarować konieczny czas dla konia, po ludzi, których Sarah spotykała na swojej drodze. Można by powiedzieć, że trafił się tam cały przekrój „koniarzy” - od prostych, dobrych i pomocnych dusz, przez autorytatywne postacie, które szufladkują ludzi niezależnie od tego ile umieją, po zwykłych okrutników, dla których liczą się tylko pieniądze. Jestem przekonana, że czytając tą książkę każdy koniarz odnajdzie fragment lub zdarzenie, z którym będzie mógł się utożsamić. Jak się okazuje, umiejscowienie i tło powieści budowane były w oparciu o prywatne doświadczenia autorki. W „podziękowaniach” dołączonych do książki zdradza, że sama spędziła dzieciństwo w miejskich stajniach na obrzeżach Londynu, aby później zamieszkać na zielonej farmie.

 
Hollywoodzkie zakończenie

Niestety pomimo dobrego osadzenia powieści w historii i faktach, jest tam wiele momentów, które krótko mówiąc, są wielce nieprawdopodobne. Druga połowa książki jest jak hollywoodzki film akcji i chyba tak też należy traktować opisane tam sceny. Trzyma w napięciu, lecz na brawurę i wyczyny bohaterów musimy patrzeć z przymrużeniem oka. Po rozsądnym początku nieco rozczarował mnie przerysowany koniec (chodzi mi głównie szczególnie o momenty z udziałem koni), ale na szczęście nie przekroczył pewnej bariery kiczu. W końcu lubimy hollywoodzkie filmy, prawda? A nie jest to przecież książka historyczna. Można się jednak kłócić (UWAGA! Mały spoiler) czy kapriola wykonywana po raz pierwszy w życiu przez konia i nastoletniego jeźdźca w sytuacji zagrożenia klasyfikuje już książkę do działu science fiction, czy jeszcze nie :)

 

Książkę polecam wszystkim, którzy pragną poczuć klimaty tradycyjnej francuskiej szkoły jazdy, oraz tym, którzy lubią powieści o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, bo to one właśnie są na pierwszym planie historii. Mimo, że nie jest to powieść, która pozostaje w pamięci przez długie lata, będzie dobrym wyborem na chwilę relaksu w deszczowe dni, nawet dla doświadczonych koniarzy.

/ Martyna

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Okładki anglojęzycznych wydań książki. Jej oryginalny tytuł to "The horse dancer". 

 
 
 

ciasteczka w kształcie koni, ciasteczka koniki, ciasteczka w kształcie koni

Puszka, nożyczki, lukier – tworzymy wyjątkowe końskie ciasteczka! DIY

Chyba każdy z nas miał kiedyś ochotę upiec ciasteczka, które będą nie tylko smaczne, ale zadziwią gości swoim wyglądem. My też! Dlatego na nasze przyjęcie otwarciowe postanowiliśmy przygotować starannie dekorowane, różnokolorowe ciasteczka-koniki. Dzisiaj pokażemy Wam jak wykonać je domowymi sposobami bez użycia profesjonalnych narzędzi cukiernicznych :)

   

FOREMKA

Połową sukcesu jest, jeżeli posiadamy foremkę, która będzie odpowiadała naszej wizji. Nie zawsze jednak jest to możliwe. Nam, na przykład, zależało na ładnym kształcie głowy konia, a w tym wypadku polskie sklepy nie mają za wiele do zaoferowania.

Postanowiliśmy więc, że wykonamy foremkę własnoręcznie, wykorzystując do tego proste narzędzia. Może to zrobić w domu każdy, kto tylko chce poświęcić temu trochę czasu.

Potrzebne są:

- jedna lub dwie puszki po napoju
- ostry nożyk i nożyczki
- rękawiczki
- płaska linijka (najlepiej metalowa)
- zszywacz

1. Opróżniamy puszki po napojach, płuczemy je i suszymy. Będziemy potrzebować dwóch, jeżeli foremka ma być duża (np. głowa konia!). Przy prostych kształtach wystarczy nam jedna puszka.

2. Następnie odcinamy nożykiem lub nożyczkami wieczko i denko puszek. Na tym etapie najlepiej mieć założone rękawiczki, ponieważ nóż lubi ślizgać się po gładkich ściankach puszki i można łatwo się skaleczyć.

3. Z pozostałego aluminium tworzymy dwa paski równej szerokości. To z nich powstaną ścianki naszej foremki. Musimy jedynie zagiąć brzegi z jednej strony każdego z nich (po to by nie kaleczyły naszych rąk przy wycinaniu ciastek), pomagając sobie przy tym linijką.

4. Teraz najtrudniejszy, ale też i najprzyjemniejszy etap tworzenia foremki – formujemy kształt! Jeżeli ktoś nie posiada zdolności manualnych, polecamy wydrukowanie sobie wymarzonego kształtu w docelowej skali i wygięcie blaszki wokół wydruku (nadruk naklejony na tekturkę powinien jeszcze bardziej ułatwić nam zadanie).

5. Następnie łączymy ze sobą elementy zszywaczem, tak aby ostre końce blaszek były tej samej wysokości i cięły nam równo ciasto.

6. Blaszka jest plastyczna, lecz czasem potrzebne nam będą dodatkowe elementy spinające, ponieważ przy bardziej skomplikowanych kształtach, cała foremka może się deformować. Montujemy je tak samo jak inne części, za pomocą zszywacza.

7. Foremka gotowa! Możemy zabierać się za pieczenie :)

   

CIASTO

Polecamy wykonanie ciasteczek wg Waszego ulubionego przepisu, ponieważ skład i rodzaj ciasta nie ma tutaj większego znaczenia. Nasze upieczone są z kruchego ciasta maślanego, które jest dość trudnym podłożem (ze względu na łamliwość), ale i tak dość dobrze sprawdziło się podczas dekorowania.

   

DEKORACJA

Do wykonania dekoracji użyliśmy lukru zabarwionego na różne kolory i ich odcienie.

   
Potrzebne składniki:

lukier:

- 400g cukru pudru (przesianego przez sitko)

- białka z dwóch średniej wielkości jajek

- łyżeczka soku cytrynowego

- troszkę mleka

inne:

- barwniki spożywcze w proszku

- mała strzykawka

- cieńki patyczek z ostrym końcem

   

Wszystkie składniki lukru miksujemy tak, aby utworzyły gładką masę. Następnie dzielimy ją na dwie części – gęstą, oraz rzadszą, do której dolewamy troszkę więcej mleka (musimy pilnować, aby masa nie stała się zbyt rzadka).

Rzadka masa będzie nam służyć jako podkład dla naszych koni. Dzielimy ją na tyle części, ile chcemy mieć kolorów koni, a następnie dodajemy odpowiednie kolory, oraz ilość barwników. Jej konsystencja zapewni nam gładką powierzchnię ciasteczka, do której dodamy później dekorację. Rzadki lukier pozwala nam też łatwo i naturalnie łączyć kolory, dzięki czemu możemy uzyskać ciekawe efekty.

Gęsta masa będzie tworzyć elementy dekoracyjne takie jak oczy, grzywę, czy kantar koników. Nie powinna być zbyt rzadka, ponieważ detale zaczną nam się rozlewać, a kolor nie będzie odpowiednio intensywny (uczulamy, ponieważ sami popełniliśmy ten błąd :) ). Musimy pamiętać że dekoracje nakładamy na ciastka dopiero, kiedy nasza bazowa warstwa lukru jest już sucha (lukier do wyschnięcia potrzebuje ok. godziny).

Ciasteczka całkiem wygodnie dekoruje się małą strzykawką (jeśli chce się być precyzyjnym) oraz cieńkim patyczkiem, który pomaga nam przy nałożeniu detali.

Poniżej prezentujemy krótki filmik obrazujący cały proces dekorowania lukrem.

   

Powodzenia!

Equiberry brand marka

O marce Equiberry „od kuchni” cz. I

Jesteśmy na progu powołania do życia zupełnie nowej marki, dlatego myślę, że warto byłoby podzielić się z Wami kulisami jej tworzenia. Już teraz możemy powiedzieć, że jest to dobra zabawa, ale też i ciężka praca, szczególnie gdy, tak jak my, jest się odpowiedzialnym za każdy jej aspekt. Mam nadzieję, że zainteresuje Was nasza historia i zobaczycie, że Equiberry to nie tylko kolorowe zdjęcia i produkty, ale realni ludzie, którzy za tym stoją.

Equiberry brand

1. Ale skąd w ogóle taki pomysł?

Często słyszę takie pytania. A odpowiedź jest prosta. Znalazł się sam. Albo może właściwie zawsze był gdzieś w pobliżu.

Chodząc po sklepach bardzo często widuję rzeczy, które przyciągają oko. Bywają piękne, funkcjonalne... ale zazwyczaj brakuje im tego „czegoś” co sprawia, że podejmuję decyzję o zakupie. A lubię kupować rzeczy, które w jakiś sposób mnie określają – nawiązują do mojej pasji, poglądów, czy stylu. No i rzecz w tym, że nie tylko ja tak działam. To prawdopodobnie leży w naturze każdego człowieka. Lubimy rzeczy spersonalizowane, przedmioty, które w nienachalny sposób przypominają nam o tym kim jesteśmy.

Stworzenie firmy takiej jak Equiberry chodziło mi po głowie już dłuższy czas. Piękny koński design, wysoka jakość i funkcjonalność – czegoś takiego zawsze mi brakowało. Niestety głowa pełna pomysłów nie wystarczy do tego, żeby zacząć realnie działać. Kilka lat zajęło mi dojrzewanie do decyzji o założeniu firmy. Okazało się, że jest to jeszcze trudniejsze niż myślałam. Ale teraz, kiedy przebrnęłam już przez najgorsze etapy tego przedsięwzięcia, pozostała mi jedynie radość, duma, oraz lekki niepokój czy to co tworzę spodoba się również i Wam : )

equiberry logo brand creation marka

2. Po pierwsze nazwa!

Moje założenia: coś trochę końskiego, trochę niekońskiego, krótkie i chwytliwe; coś co może nie zdradzi tego co robimy, ale będzie można opisać je takimi samymi przymiotnikami jak produkty, które tworzymy: końskie, stylowe, wzbudzające pozytywne uczucia; i przede wszystkim coś, czego jeszcze nikt inny nie wymyślił ani w Polsce ani za granicą.

Sam proces wymyślania nazwy zajął mi trochę czasu, ale jestem w 100% zadowolona z efektu - jest jeździecko, ale też trochę domowo, bo jagody kojarzą mi się z domowymi wypiekami. No i kto nie lubi jagód? ; )

 

3. Nasze logo nie jest sercem, ...

... chociaż na wielu osobom na pewno takie skojarzenie nasuwa się jako pierwsze. Bardzo dobrze! O to właśnie chodziło.

Od początku marzyło mi się nowoczesne, minimalistyczne logo. „Equi” w nazwie wystarczająco dużo mówi o branży, w której działamy, więc nie chciałam dokładać jeszcze wizerunku konia. Tym bardziej, że nie produkujemy pasz ani sprzętu dla koni. Chciałam, aby logo dyskretnie łączyło w sobie nowoczesność, elegancję, lifestyle i... jednak coś końskiego. Na pewno będzie to dla Was zaskoczeniem, ale logo Equiberry powstało właśnie od tego ostatniego czynnika, mianowicie spodu końskiego kopyta. Oczywiście nie jest to wyznacznik tego, jak należy je odczytywać. Do tej pory słyszałam, że logo przypomina serce, diament, a nawet jedna osoba zobaczyła w nim koński pysk (!). Cieszy mnie to, że tak minimalistyczne logo można interpretować na tak wiele sposobów i każde skojarzenie krąży wokół koni i lifestyle'u.

Na wypadek gdyby komuś brakowało w naszej marce wizerunku konia z krwi i kości, powołaliśmy do życia kształt dumnego, lewitującego konia, który można zobaczyć nie tylko na metkach i wizytówkach, ale nawet na niektórych produktach. Pozwalamy mu pełnić funkcje naszego zastępczego logo.

 

4. Marka tylko dla kobiet?

Tak, niestety to prawda! Zakładamy, że naszymi klientkami będą głównie kobiety. Chociaż niektóre produkty są uniwersalne, wiemy, że tego typu zakupy to rozrywka przede wszystkim dla pań. Do nich też dostosowaliśmy naszą kolorystykę. I mimo, że nasze logo jest bezbarwne, a opakowania czarno-białe, to w wielu miejscach można przyuważyć mało męski brudny róż. Jednakże zachęcam wszystkich panów (jeżeli któryś z nich to czyta) do kupowania prezentów dla swoich żon, dziewczyn, córek... przy okazji wybierając coś dla siebie ; )

 

Pomysł, nazwa, logo, kolory... to na pewno dobry początek, ale dopiero pierwszy krok do założenia firmy. Jeżeli chce się produkować rzeczy wyjątkowe, dobrej jakości i sprawować pieczę nad każdym detalem, czeka nas nie lada wyzwanie!

O moich zmaganiach z „produkcją”,  opowiem Wam już w kolejnej części wpisu. 

/ Martyna