jesień konie

Jeźdźcy kochają jesień. Oto dlaczego! :)

Niektórzy powiadają, że jesień to jedna z najbardziej przygnębiających pór roku. Jednak dla jeźdźców wcale nie musi ona taka być. Owszem – konie zarastają jak mamuty i często trzeba je skrobać z błota. Nie sposób jednak nie zauważyć pozytywnych stron tej pory roku. Jeżeli mimo wszystko Ty masz z tym kłopoty, chętnie podpowiemy Ci, w których miejscach szukać radości w okresie deszczu i szarugi :)

 

8 powodów, dla których warto cieszyć się z jesieni:
 
 
1. Rutyna i powtarzalność

Mimo, że tytuł nie wydaje się brzmieć zbytnio atrakcyjnie, tak naprawdę jest to klucz do sukcesu w pracy z końmi.
Jesień, w odróżnieniu od lata, zamyka nas w pewnych ramach czasowych, co sprawia, że pojawiamy się w stajni w regularnych porach i sumienniej wykonujemy swoje obowiązki. Powszechnie wiadomo, że zbyt wiele wolnego czasu wcale nie wpływa dobrze na nasze funkcjonowanie. Gdy czasu robi się mniej, nagle wszystko staje się bardziej uporządkowane, koń pracuje bardziej systematycznie, wszystko zaczyna się układać.

Może nie wszyscy ludzie lubią rutynę (chociaż część potrafi znaleźć w niej przyjemność!), ale na pewno konie nie mają nic przeciwko powtarzalności dnia, a na te nadpobudliwe działa to wręcz zbawiennie! Jeżeli podczas naszych wakacji koń nawciągał się trawy i wyhodował pękaty brzuszek, to właśnie teraz jest to czas, aby to naprawić :)

 

2. Brak owadów

Nic dodać, nic ująć. Znikają kleszcze, gzy, muchy, meszki, komary i wszystkie inne latające lub pełzające świństwa. Dla stajni położonych blisko jeziora i lasów – ulga nie do opisania.

 

3. Idealna temperatura

To prawda, że lato w Polsce nas nie rozpieszcza i rzadko kiedy panują tu tropikalne upały. Teoretycznie pogoda latem świetnie nadaje się do jazdy, jednak mimo wszystko jesienna aura bije ją na głowę. Lekki chłodek sprzyja intensywnej pracy i sprawia, że i jeździec i koń nie męczą się zbyt szybko. Podczas jazdy często rozbieramy się do krótkiego rękawka, a po treningu paradujemy w grubo podszytej kurtce. Jest to też pole do popisu dla tzw. szmatoholików... ale o tym w kolejnym punkcie :)

 

 

4. Szmatoholizm!

Może jest to nieco próżna strona jeździectwa, ale zapewne większość z Was zna to uczucie radości, kiedy kupimy nową derkę, kurtkę, czy rękawiczki ;) Jesień i zima sprzyja jeździeckiej rewii mody. Zakładamy na siebie i konia coraz to więcej rzeczy i lubimy, kiedy cieszą oko. W modzie są nawet kolorowe kalosze, które pomagają nam zmierzyć się ze wszechobecnym błotem :)

 

5. Czas spotkań towarzyskich

Kiedy wszyscy wrócili już z wakacyjnych wojaży, mamy w stajni pełną obsadę. Dokładnie wiemy, o której godzinie musimy przyjechać, aby spotkać się z tą i tą osobą. Łatwiej jest nam też planować dzieloną opiekę nad końmi, prosić o przysługi, lub organizować wspólne wyjazdy w teren.

 

6. Hubertusy – święto jeźdźców

To właśnie jesienią jeźdźcy mają swoje święto! Nie wszyscy muszą być fanami szaleńczych gonitw za lisem, lecz na pewno każdy przyzna, że organizacja wydarzenia integrującego jeździecką społeczność to świetny pomysł. Obecnie Hubertusy świętuje się na wiele różnych sposobów. A może warto wymyślić coś własnego? My w każdym razie wiemy, że konie, dobre jedzenie i dużo uśmiechu to idealny przepis na radosną, jesienną zabawę.

 

7. Oszołamiające kolory i piękne zdjęcia

Również fotografowie nie pogardzą jesienną aurą. Nie wszyscy wiedzą, że intensywna letnia zieleń nie zawsze tworzy odpowiednie tło do zdjęć i często zdarza się tak, że przyćmiewa fotografowany obiekt. Ten problem znika zupełnie jesienią. Jesienne tło, pięknie kolorowe, lub nawet szare i smutne, powoduje, że nasze zdjęcia otrzymują niepowtarzalny klimat. Szaruga i mgła czasem dodają zdjęciu więcej klasy, niż zazielenione drzewa. Jest to również okres, w którym słońce jest coraz niżej, co jest bardzo ważne, jeśli chcemy uzyskać ładne światło na fotografiach. Jeżeli planujecie sesję zdjęciową ze swoim koniem, nie przegapcie tego okresu :)

 

 

8. Czas na szkolenia

Najwięcej szkoleń jeździeckich odbywa się właśnie jesienią. Warto zainteresować się jacy trenerzy przyjeżdżają w tym roku do Polski, lub jakie wydarzenia odbywają się w Twoich okolicach. Udział w szkoleniu nie tylko daje nam wiedzę, ale pozwala też poznać wspaniałych ludzi oraz uzyskać inspirację do dalszej pracy, co czasem jest nawet ważniejsze niż same wykłady!

 

 

Oczywiście jesienią nie unikniemy dni szarych, zimnych i deszczowych, w których nie mamy na nic ochoty. To nic złego – one też są potrzebne. Jeżeli pogoda uniemożliwi nam pracę z koniem, nie denerwujmy się i nie rozpaczajmy, że nasz harmonogram został zburzony. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. Można jednak wykorzystać ten czas na czynności, na które wcześniej szkoda nam było czasu, takie jak chociażby pastowanie siodła. Jeżeli Twój koń ma zapewniony ruch na padoku, to dzień czy dwa (a nawet i tydzień!) przerwy w treningu nie sprawi mu żadnej różnicy. Czasem nawet najtwardsi i najbardziej zmotywowani koniarze potrzebują dnia relaksu z herbatką pod ciepłym kocykiem :)

 
Kochani, czas więc wyjść z domu i pomyśleć „jak cudownie, że mamy jesień!” :)
 

Equiberry blog

10 końskich profili na Instagramie, które warto obserwować

Instagram to obecnie jeden z najprężniejszych mediów społecznościowych. Nie brakuje tam również profili koniarzy, którzy chętnie dzielą się swoimi zdjęciami. Które warto obserwować? Na pewno każdemu podoba się co innego, ale dzisiaj chcielibyśmy przedstawić Wam 10 ciekawych (z naszego punktu widzenia) propozycji.

 

1. talisamy

Profil idealny dla miłośników klimatycznych fotografii oraz pracy z końmi z ziemi. Należy do Nicole - młodej Niemki, która w pięknej oprawie pokazuje swoją codzienną pracę z końmi przeplatając ją zdjęciami z najwyższej półki. Głównymi bohaterami zdjęć jest klacz fryzyjska, dwuletni mini-szetland oraz czarny labrador. Ze zdjęć bije spokój i sielanka – naprawdę warto rzucić okiem :) Szkoda tylko, że większość opisów jest po niemiecku!

 

 

 

 

 

 

 

 

2. clipclopchloe

Tym, którzy nie są w stanie znieść zbyt wielkiej ilości słodyczy, zdecydowanie odradzamy ten profil :) Tutaj królują kucyki, a przede wszystkim jeden niezwykle uroczy młody mini szetland oraz jego kumpel szczeniak.

Możecie być zaskoczeni, ale profil należy do końskiej fundacji, a wspomniany kucyk jest ich maskotką. Czy to dobry pomysł na zbiórkę pieniędzy? Tego się nie dowiemy, ale na pewno 11 tys. obserwatorów na Instagramie robi wrażenie.

3. manolomendezdressage

Tutaj obejrzycie zdjęcia, opisy, oraz porady odnośnie treningu koni. Jest to profil sławnego australijskiego trenera, Manolo Mendeza, który trenuje konie z wielkim profesjonalizmem i miłością. Jego łagodne metody oraz efekty jakie daje ten trening, są już znane i cenione na całym świecie. Instagram prowadzony jest regularnie, więc możecie liczyć na duża dawkę wiedzy i pięknych zdjęć z jazdy i pracy z ziemi. Polecamy!

4. foscofotografie

Chociaż można by z marszu wyrecytować nazwy profili świetnych fotografów koni (tyle ich jest!), to postanowiliśmy podsunąć Wam jeden nieco mniej znany, należący do pewnej Holenderki. Nazywa się Lotte van Anderen i fotografuje głównie relacje zwierzę-człowiek, które w jej obiektywie stają się magiczne! W swoim portfolio ma również wiele zdjęć psów, więc jak ktoś kocha psy i konie, na pewno powinien złożyć jej odwiedziny :)

5. jolandaadelaar

Profil należy do włoskiej zawodniczki ujeżdżenia, która posiada dwa bardzo nietypowe konie: jednym jest dobrze zbudowany, wyjątkowo umaszczony ogier, a drugim... koń fiordzki! Oba przygotowane są do wysokich klas ujeżdżenia, więc piaffy w wykonaniu fiorda nie są niczym niezwykłym wśród jej zdjęć. Dziewczyna bardzo mocno zaznacza również, że jest weganką. Znajdziecie tam więc nie tylko fotki koni, ale również zdjęcia posiłków i produktów wegańskich, które poleca. Profil niestety prowadzony jest po holendersku.

6. mxs.perfections

Kto powiedział, że osły nadają się jedynie do wożenia leniwych turystów? Jak się okazuje, przy odrobinie treningu mogą stać się świetnymi wierzchowcami i nawet nie najgorzej skakać przez przeszkody! :) W dodatku prześlicznie im w derce, owijkach i naczółkach z kryształkami. Jeśli chcecie zobaczyć jednego z puchatych osiołków w takim właśnie wydaniu, koniecznie musicie odwiedzić profil mxs.perfections.

7. problindhorse

Mało znany profil, ale wydaje nam się, że wart uwagi. Prowadzi go trenerka z Niemiec, która specjalizuje się w... przywracaniu do normalnego funkcjonowania koni, które straciły wzrok. I chociaż jakość zdjęć nie zachwyca, a opisy są krótkie i po niemiecku, to odwiedzając to konto na pewno wyjdziemy zbudowani :) Polecamy też ich facebookową stronę, która jest nieco częściej aktualizowana niż Instagram.

8. dancinghorses_

To profil, na którym naprawdę możemy obejrzeć tańczące konie! Trochę klimatów hiszpańskich, trochę ujeżdżenia, trochę pracy na wolności... a to wszystko w wykonaniu młodej Niemki i jej imponujących koni. Nie można przejść obok tego profilu obojętnie, dlatego zgromadził już on ponad 216 tys. obserwatorów! Jego bohaterów zobaczymy też na wielu niemieckich wydarzeniach jeździeckich, takich jak Equitana.

9. wildspots

Chociaż końskie profile nastolatek bywają ciężkostrawne, ten można oglądać z czystą przyjemnością. Jego bohaterami są szesnastoletnia Celina i jej nakrapiany konik Spot. Widać, że praca razem sprawia im przyjemność, co zostało uwiecznione na przepięknych zdjęciach. Radośnie, pozytywnie, bezstresowo – aż miło się patrzy :)

10. equiberry.pl

Ten wpis nie może zakończyć się bez polecenia Instagrama Equiberry, który wg nas oczywiście jest niemniej wart uwagi niż profile wymienione powyżej! :) Nie traktujemy go stricte reklamowo – staramy się publikować tam różnorakie, piękne zdjęcia naszego autorstwa. Znajdziecie tam mieszankę naszych produktów, obrazków z życia firmy, oraz oczywiście koni i wszystkiego co z nimi związane. Chcemy, aby na tym profilu promowany był jeździecki lifestyle, również ten po zamknięciu drzwi do stajni :) Zapraszamy!

Książki z końmi w tle - "We wspólnym rytmie"

Książki z końmi w tle – „We wspólnym rytmie” okiem koniarza

Deszczowe, zimne lato sprzyja czytaniu książek. Szukając czegoś lekkiego na pochmurne wieczory, moją uwagę zwróciła intensywnie promowana przez Empik książka o tytule „We wspólnym rytmie” napisana przez Jojo Moyes. Paradoksalnie przyciągnęła mnie do niej końska okładka, a zazwyczaj beletrystykę o koniach omijam szerokim łukiem. Bardzo trudno czerpać przyjemność z czytania historii, w których relacja koń-człowiek jest przerysowana, a opisywane sytuacje nie trzymają się kupy. Osobie znającej się na rzeczy bardzo przeszkadza to w odbiorze. Jednak po przeczytaniu opisu z tyłu książki, postanowiłam dać jej szansę.

 
Książki z końmi w tle - "We wspólnym rytmie"
 
 

Nie wiem właściwie czy to dzięki opisowi, z którego wynikało, że konie nie są tutaj na pierwszym planie, czy dlatego, że kojarzyłam autorkę książki, powieść dostała ode mnie pewien kredyt zaufania. Bądź co bądź Jojo Moyes to nie bez powodu ulubiona autorka polskich blogerów. Ponadto pomyślałam, że jeżeli macie podobne dylematy do mnie, być może zainteresuje Was opinia koniarza na temat tej książki.

Rzecz dzieje się w Londynie. Natasha, prawniczka, która nie może dojść do siebie po rozstaniu z mężem, próbuje znaleźć sens życia pnąc się po szczeblach kariery zawodowej. Gdzie indziej, w dużo uboższej dzielnicy Londynu, owdowiały staruszek szkoli swoją nastoletnią wnuczkę w klasycznej sztuce ujeżdżenia, wielce niezrozumianej i niedocenianej w rozpadającej się, obskurnej miejskiej stajni. W pewnym momencie drogi tych postaci przecinają się i zmieniają życie obu, czy tego chcą czy nie.

 
Elegancja francuskiego jeździectwa klasycznego

Od pierwszego momentu zafascynował mnie przewijający się wątek klasycznej szkoły jazdy, a dokładniej klasyki francuskiej. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ponieważ nie spodziewałam się, że powieść, która z założenia nie jest kierowana do koniarzy, może w takich detalach wgryzać się w historię oraz metody szkolenia koni. Dziadek Sarah, bohaterki książki, okazał się być w przeszłości znakomitym jeźdźcem Le Cadre Noir w Saumur. Tak się akurat złożyło, że osobiście jestem pasjonatką klasycznego jeździectwa, więc bardzo uważnie śledziłam stosowane techniki i głoszone przez Henriego (dziadka) teorie. Okazało się, że wiele z nich bardzo pokrywa się z rzeczywistymi. Z ogromnym zaskoczeniem przyjęłam fragment o budowaniu u konia równowagi w „stój” oraz ćwiczeniach z ziemi. Tego typu praca spotykana jest jedynie w klasyce francuskiej, a niewiele osób (koniarzy!) o tym wie. Co więcej koński główny bohater nosi imię jednego z najsławniejszych przedstawicieli klasyki francuskiej - Bauchera, a każdy rozdział rozpoczyna fragment z „Hippika, czyli jazda konna” Ksenofonta, ojca klasycznego jeździectwa. Duży ukłon dla autorki, która musiała poświęcić ogrom czasu na merytoryczne przygotowanie tej powieści. Z tego co później udało mi się dowiedzieć, Jojo Moyes, przed jej napisaniem, odwiedziła szkołę Le Cadre Noir i prawdopodobnie konsultowała niektóre części z jeźdźcami stamtąd. Należy jedynie przymknąć oko na tłumaczenie, które ze względu na drobne wpadki (jak np. cwał zamiast galopu na lonży) może nam lekko burzyć obraz profesjonalizmu.

Le Cadre Noir

Le Cadre Noir w Saumur

fot. wikipedia.pl oraz lacavalieremasquee.com 

Realne problemy koniarzy

Bardzo podobał mi się motyw treningów Sarah, dziadka i jej konia. Niezrozumiani, uwięzieni w niesprzyjającym otoczeniu, byli wierni swoim przekonaniom. Pragnęli kontynuować sztukę jeździecką w najczystszej formie z troską o konia, lecz bez uczłowieczania go, dokładnie tak jak współcześni klasycy. Drażniły mnie jedynie nierealnie wysokie umiejętności czternastoletniej dziewczynki, która jeżdżąc na jednym, niedoświadczonym tak samo jak ona, koniu, osiągnęła poziom haute ecole. Nie sądzę aby wyszkolenie takiej pary do tego stopnia było możliwe, aczkolwiek chyba żadna legenda Cadre Noir nie szkoliła swojej wnuczki z zapałem jak Henri, dlatego nie można tego stwierdzić na pewno.

W książce odnajdziemy wiele sytuacji, z którymi zmaga się każda osoba mająca do czynienia z końmi. Od codziennej batalii, w której człowiek robi wszystko, aby wygospodarować konieczny czas dla konia, po ludzi, których Sarah spotykała na swojej drodze. Można by powiedzieć, że trafił się tam cały przekrój „koniarzy” - od prostych, dobrych i pomocnych dusz, przez autorytatywne postacie, które szufladkują ludzi niezależnie od tego ile umieją, po zwykłych okrutników, dla których liczą się tylko pieniądze. Jestem przekonana, że czytając tą książkę każdy koniarz odnajdzie fragment lub zdarzenie, z którym będzie mógł się utożsamić. Jak się okazuje, umiejscowienie i tło powieści budowane były w oparciu o prywatne doświadczenia autorki. W „podziękowaniach” dołączonych do książki zdradza, że sama spędziła dzieciństwo w miejskich stajniach na obrzeżach Londynu, aby później zamieszkać na zielonej farmie.

 
Hollywoodzkie zakończenie

Niestety pomimo dobrego osadzenia powieści w historii i faktach, jest tam wiele momentów, które krótko mówiąc, są wielce nieprawdopodobne. Druga połowa książki jest jak hollywoodzki film akcji i chyba tak też należy traktować opisane tam sceny. Trzyma w napięciu, lecz na brawurę i wyczyny bohaterów musimy patrzeć z przymrużeniem oka. Po rozsądnym początku nieco rozczarował mnie przerysowany koniec (chodzi mi głównie szczególnie o momenty z udziałem koni), ale na szczęście nie przekroczył pewnej bariery kiczu. W końcu lubimy hollywoodzkie filmy, prawda? A nie jest to przecież książka historyczna. Można się jednak kłócić (UWAGA! Mały spoiler) czy kapriola wykonywana po raz pierwszy w życiu przez konia i nastoletniego jeźdźca w sytuacji zagrożenia klasyfikuje już książkę do działu science fiction, czy jeszcze nie :)

 

Książkę polecam wszystkim, którzy pragną poczuć klimaty tradycyjnej francuskiej szkoły jazdy, oraz tym, którzy lubią powieści o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, bo to one właśnie są na pierwszym planie historii. Mimo, że nie jest to powieść, która pozostaje w pamięci przez długie lata, będzie dobrym wyborem na chwilę relaksu w deszczowe dni, nawet dla doświadczonych koniarzy.

/ Martyna

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Książki z końmi w tle

Okładki anglojęzycznych wydań książki. Jej oryginalny tytuł to "The horse dancer".